Kryminał

Opublikowany: Autor: Wojciech Pietrzak Dodaj komentarz

– I co pan na to? – spytał Paweł Rogowski, wchodząc bez pukania do gabinetu Jacka Karolaka o umówionej godzinie.

– Cooo?! – buraczany na twarzy Karolak, który najwyraźniej słuchał radia, huknął wielką jak bochen pięścią o stół tak, że stary Grundig przewrócił się i zamilkł – Złodzieje i tyle! Ukradli te pieniądze z OFE i pies je trącał, zobaczysz. A raczej nie zobaczysz. Ani ja, ani tym bardziej ty, nie zobaczymy ani jednego zasranego grosza z ZUS-u, bo ZUS upadnie, zanim dożyjemy emerytury. A dzisiaj właśnie uznali to za zgodne z Konstytucją. A najgorsze, że zapyta pan człowieka z ulicy, to nie będzie widział, że to rabunek, rozbój w biały dzień. Żeby ich tak…

Rogowski chrząknął. Choć podzielał wolnorynkowe poglądy swojego wydawcy, nie miał dziś tyle czasu, aby pozwolić Karolakowi na narzekanie, które w jego wykonaniu mogło trwać nawet kilka godzin. Zresztą jego osobiście sprawa OFE obchodziła tylko ideologicznie. Jako pisarz był wolnym strzelcem, któremu za dużo przy tej okazji nie ukradli. Jeszcze nie tym razem.

– Ja nie o tym, szefie. Ja o tym – nieśmiało wskazał plik kartek leżący na rogu biurka.

– A, to? Nie miałem czasu jeszcze na to spojrzeć – Karolak machnął niedbale ręką – Panie kolego, jest sprawa. Kryminał by się przydał.

– Kryminałów teraz jest na rynku na pęczki…

– E tam, gadanie! Przydałby się taki, którego nie ma na pęczki. Jakiś wyjątkowy. Rozumie mnie pan, panie kolego?

– Nie bardzo. Wydawało mi się, że każdy kryminał jest wyjątkowy.

– Ileś pan przeczytał w życiu kryminałów?

– Dwadzieścia? Trzydzieści? Coś koło tego…

– A widzi pan. A ja kilkaset. Całą Christie, Gardnera, Chandlera, Simenona… I powiem panu, jak czyta się dzisiejsze kryminały, to człowiek ma wrażenie, że wszystko już było. Motywami morderstw są pieniądze, miłość, seks albo władza. Mordują się ludzie w rodzinie, w gronie przyjaciół albo obcy – Karolak obtarł chustką spocone czoło – To nie daje zbyt wielu opcji i chyba każdą konfigurację już wypróbowano. Jeśli chodzi o sposób morderstwa, alibi i wykrycie sprawcy, to jest większe pole do popisu, ale i tutaj wykorzystano już wszystkie zasady mechaniki Newtona i wszystkie reakcje chemiczne, jakie można sobie chałupniczo odtworzyć. No i wszystkie trucizny dostępne w domowych apteczkach. Była nawet odwrócona fabuła u porucznika “Columbo”.

– Nauka się ciągle rozwija… – bąknął niepewnie Rogowski.

– I co z tego? Czytelnik kryminału to nie jest jakiś szalony naukowiec! Po kryminały sięgają zwykli, prości ludzie, którzy mają dość swoich codziennych problemów i chcą na moment zatopić się w świecie, w którym dużo poważniejsze problemy ma ktoś inny. Pan myśli, że kogoś ubawi obalenie alibi mordercy za pomocą odkrytej wczoraj właściwości bozonu Higgsa? Dziewięćdziesiąt dziewięć procent czytelników nawet nie pojmie, o co chodziło. Poczują się oszukani, jakby detektyw wyjął gotowe rozwiązanie zagadki z rękawa. Jak w kiepskich, peerelowskich powieściach milicyjnych.

Paweł Rogowski, trochę zdezorientowany, usiadł.

– Nie siadajcie, panie kolego, tylko idźcie do domu, myślcie i piszcie.

– Ale co?

– Powiedziałem już: kryminał. Ale coś nowego, nie to, co już było.

– Czyli co?

– Ja mam za pana myśleć, panie kolego? – Karolak wyglądał na rozbawionego – Poczekajcie. Nie powinienem tego robić, ale tak się składa, że mam pewien pomysł. Nie wiem, czy łatwy do zrealizowania, ale to w końcu pan jest pisarzem.

Jacek Karolak podniósł z fotela swoje ciężkie cielsko, podtoczył się do Pawła Rogowskiego i powiedział konspiracyjnym szeptem:

– Spróbujcie napisać taki kryminał, żeby czytelnik nie tylko nie wiedział, kto jest zbrodniarzem. Spróbujcie napisać go tak, żeby nawet nie mógł się domyślić, że ma do czynienia z kryminałem. Jak myślicie, dacie radę, panie kolego?

– Mam nadzieję – Rogowski wcale nie miał takiej nadziei; po prostu chciał, żeby to spotkanie jak najszybciej się zakończyło.

– Ja też mam nadzieję – Karolak odtoczył się z powrotem do swojego biurka, podniósł maszynopis Rogowskiego i machnął nim – A jeśli chodzi o to, przejrzę to dziś wieczorem i powiem panu, co o tym myślę, panie kolego. Dziś albo jutro. Zatem – do zobaczenia.

– Do widzenia.

Paweł Rogowski wrócił do domu i zaparzył sobie dzbanek herbaty. Miał mieszane uczucia. Lubił wyzwania, ale to wyglądało wyjątkowo nieprzyjemnie. Bez konkretnego powodu, Rogowski po prostu czuł to przez skórę.

Przede wszystkim zbrodnią nie może być morderstwo. Zbyt sztampowe, zbyt przewidywalne. Zwyczajna kradzież też nie. Myślozbrodnia? Eee, nawiązanie zbyt oczywiste. Zahaczałoby o plagiat. Może plagiat? Ale ilu czytelników czuje, że to przestępstwo? Prawie nikt, zupełnie jak w przypadku kradzieży pieniędzy z OFE…

Umysł Rogowskiego nagle zaczął pracować gorączkowo. Im dłużej zastanawiał się nad pozornie absurdalnym pomysłem, tym bardziej mu się on podobał. Tak, to było to! Przecież niemal na wyciągnięcie ręki był do spisania kryminał, którego prawie nikt nie uważał za kryminał, a w ramach jego pisania można było w charakterze fałszywego tropu popełnić plagiat, który wcale nie był przestępstwem!

Rogowski wyjął z szuflady otrzymaną dawno temu broszurę, przewertował ją, a następnie wyjął maszynę do pisania i zaczął stukać:

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie…

28 lutego 2014

Dodaj komentarz